Co przyniósł nam 2018 rok?

Z wielką przyjemnością złożyliśmy Wam już życzenia noworoczne. Zrobiliśmy to wcześniej nie bez powodu – ten ostatni dzień w 2018 roku chcieliśmy uprzyjemnić Wam krótkim tekstem o tym, co kochamy najbardziej, czyli o muzyce. Większość z Was pewnie jeszcze dzisiaj pracuje. Oby ten niedługi wpis był dla Was miłym wytchnieniem w przerwie na drugie śniadanie lub w drodze do domu.

Żegnając 2018 rok, chcieliśmy pokrótce ująć go we własnym zestawieniu i tym razem nie będzie ono stricte o płytach.

Byliśmy w kinie – filmy muzyczne 2018 r.

Trudno byłoby przejść obojętnie obok wszystkich muzycznych produkcji tego roku. Naszym zdaniem warto wspomnieć o Whitney – filmie nominowanym do Grammy w kategorii najlepszy film muzyczny. Jest to oczywiście dokument opowiadający o niezapomnianej Whitney Houston. Jej debiutancki album (Whitney Houston) osiągnął szczyty na listach przebojów w wielu krajach, a single z tego krążka były najwyżej plasowane w najważniejszych zestawieiach w USA w 1986 r. Jej kolejne albumy to pasmo sukcesów. Po wspaniałym debiucie wydany został Whitney, krążek, który dostał się na szczyt Billboard 100 w czerwcu 1987 r. Na całym świecie album sprzedał się w 20 000 000 egzemplarzy, co pokryło go platyną nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale także w Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Francji i wielu innych krajach.

Oczywistym fenomenem tego roku jest Bohemian Rhapsody. Film, obok którego nie tylko fani Queen, ale ogółem miłośnicy muzyki na całym świecie nie mogli przejść obojętnie. Największe hity tego brytyjskiego zespołu odwzorowane na wielkim ekranie – od powstania grupy aż po koncert Live Aid w 1985 r.

Mieliśmy okazję pośpiewać z gwiazdami – genialne koncerty 2018 r.

Koncertów w tym roku było multum, więc wspomnimy tylko o kilku. Już w lutym każdy miłośnik klasyki rocka miał okazję zobaczyć na żywo Toto w Krakowie. Chyba wszyscy znajdą ich fantastyczne utwory, m.in. Africa i Rosanna z albumu Toto IV. W maju naszą stolicę odwiedzili Midge Ure (wymieńmy tutaj chociaż świetne If I was) oraz Bryan Adams (którego Reckless chyba nie trzeba nikomu przedstawiać). Mieliśmy także niezwykle obfite lato. Poznań odwiedzili King Crimson, brytyjska grupa grająca m.in. progresywny rock. Ich kierunek wyznaczył już debiutancki album, In The Court Of The Crimson King. Jednak inne krążki, chociażby Red, Earthbound, In The Wake Of Poseidon czy Three Of A Perfect Pair, są równie świetne. Wakacje w Krakowie to spotkanie z dwoma gigantami: Deep Purple, które nagrywa już od 1968 roku. Kiedy Stormbringer się kręci, nie ma wokół osoby, która choćby nie kojarzyła takich kawałków jak High Ball Shooter lub Soldier Of Fortune; oraz Iron Maiden, klasa sama w sobie, by wspomnieć chociażby 2 Minutes To Midnight czy Piece Of Mind. Do stolicy zawitała także legenda: The Rolling Stones. I chociaż niektórzy narzekają na wiek członków zespołu, to trzeba przyznać, że mają moc a ich utwory z Undercover, Some Girls i innych albumów nadal brzmią fenomenalnie.

Jakich artystów pożegnaliśmy w 2018 roku?

Zazwyczaj nie piszemy o pożegnaniach. Tym razem wspomnimy jednak o kilku wspaniałych artystach, których przyszło nam pożegnać w 2018 roku. I nie chodzi tutaj o sentymentalizm i rozważanie tematyki przemijania. Została bowiem ich piękna muzyka, która dzięki winylom może towarzyszyć nam już zawsze.

France Gall to wykonawczyni wielokrotnie coverowanego utworu Ella, elle l’a, stworzonego z myślą o Elli Fitzgerald. Ten i wiele innych, świetnych kawałków możemy znaleźć na jej płycie z końcówki lat 80. XX w. – Babacar. Pozostając w kręgu francuskojęzycznym, wspomnimy także Charles Aznavoura, artystycznego mistrza, wspaniałego kompozytora. Chociaż fizycznie odszedł w październiku tego roku, to jego Paris Au Mois D’Août, A Tapestry Of Dreams czy Je M’voyais Deja nadal kręcą się w sercach jego licznych fanów.

Wspomniana już France Gall jest znana między innymi ze zwycięstwa w Konkursie Piosenki Eurowizji. W tym roku pożegnaliśmy także inną, bardzo szczególną dla tego muzycznego wydarzenia artystkę, Lys Assię, która wygrała pierwszą edycję Eurowizji w 1956 roku. Jej piękny głos nadal można usłyszeć m.in. dzięki wydanej na winylu kompilacji O Mein Papa. W tym roku, wraz z Nancy Wilson, odszedł także inny, jazzowy, kobiecy wokal, do którego warto powracać dzięki licznym nagranym przez artystkę albumom. Czytając o cudownych, żeńskich wykonaniach, z pewnością pomyśleliście już o Korze. Jest to niepodważalnie ogromna strata dla polskiej muzyki. Tym bardziej cieszmy się ze wszystkich krążków Maanam, na jakie trafimy.

Niech to krótkie podsumowanie przyniesie Wam wiele pięknych wspomnień, radość z muzyki, która nigdy nie przemija oraz piękno płynące z odsłuchiwania winyli artystów, trafiających do naszych serce. Jeszcze mnóstwo cudownych zdobyczy muzycznych przed nami w kolejnym, 2019 roku.